Ale ten czas zasuwa. Dopiero co była środa, a tu kolejna. Co robić, trzeba pisać. Tematów kilka się nazbierało, więc do dzieła. Tabasco od Blasco numer dwanaście czas rozpocząć!

Co tam, panie, w polityce?

W polityce, jak to w polityce – mątwa, glątwa, bagno i głębia pod mostem. Czyli lepiej tam nie włazić. Zresztą poszedł w redakcji prikaz od samej góry, że o gejach, religii i polityce nie piszemy. Ale kilka słów napiszę. Dosłownie kilka.

Jeden pan zajmował się ustawą hazardową i nagle umarł. W samochód dwóch kolejnych, zaplątanych w temat, wjechało na pełnej prędkości jakieś audi. Ci akurat przeżyli. Komentarza nie będzie, tylko jedna refleksja.

Branża hazardowa to jeden z lepszych biznesów, jeżeli chodzi o stosunek nakładów do zysków. Żadna władza tego biznesu tak łatwo nie odda – czy tą władzą będzie legalny rząd, czy rządząca „mafia”. Poker, w kontekście grubych spraw – takich jak kasyna, lotto czy automaty – to naprawdę mało znacząca krostka, którą nikt sobie głowy nie będzie zawracał.

I jeżeli kiedyś dojdzie do jako takiej regulacji pokera w Polsce, żeby i gracze byli zadowoleni i Państwo coś zarobiło, to nastąpi to albo przez przypadek, albo już naprawdę ustawodawcy nie będą mieli niczego ciekawszego do roboty. Bo w pokerze po prostu nie ma takiej kasy. I śmiało możemy sobie lobbować, żadne audi w nas nie walnie. Nie ta liga.

Na co mogą skoczyć trenerowi? Na wałka

W ostatnich dniach mieliśmy okazję się przekonać, jak naszym piłkarzom udało się dojść do siebie po wyczerpujących wakacjach. Piłkarzom, którzy w rankingu FIFA (nie jakiejś tam UEFA – FIFA!!!) zajmują ze swoimi kosmicznymi umiejętnościami i niebotycznym upswingiem, miejsce piąte.

14 września być może spadniemy oczko niżej, ale kur**a – piąte miejsce na świecie? Przed Francją, Hiszpanią, Anglią, Włochami czy Szwecją? Kto tu zwariował? Oczywiście ja. Bo nie doczytałem, że do rankingu FIFA zaliczają się mecze rozegrane w ciągu ostatnich czterech lat. No i dobrze, jak widać w piłce nożne również występuje spora wariancja i nawet przez 4 bite lata można mieć upswing. Bo nikt mi nie powie, że Polacy w meczu z Kazachstanem pokazali umiejętności należne piątej drużynie świata.

Tak, mówię o wygranym meczu z Kazachstanem. O wymęczonych golach wymęczonych wyrobników. W meczu przeciwko drużynie, która w żadnych rankingach nie pojawia się w pierwszej setce (to akurat wymyśliłem, ale chyba dużo się nie walnąłem). Jak nasze orły grają z prawdziwym rywalem? To akurat widzieliśmy w meczu z Danią. Danią, która w rankingu FIFA zajmuje miejsce numer 46. Dobre, co?

A teraz finał – grają jak ostatnie drewniaki, fantazji i polotu w tym tyle, co w wywrotce piachu. Jakby ich przebrać w inne koszulki, to nikt w Polsce by dłużej niż kwadransa ich gry z własnej woli nie oglądał. Ale swoje grają. I na mundial pojadą. I dostaną tam lanie, jak zwykle, ale to piąte miejsce zostanie trenerowi Nawałce zapamiętane na zawsze. Czapki z głów.

Zamiana wina w wodę

Wracamy do Francji. W poprzednim odcinku powiedziałem, jak wygląda życie na squocie i w jaki sposób jego mieszkańcy zarabiają na życie i picie. Dzisiaj dwie historyjki, było nie było, kryminalne.

Otóż któregoś dnia ktoś rzucił pomysł, żeby wybrać się po wino. Nie do sklepu – do hurtowni. Nie kupić – ukraść. Bo podobno akurat tego wieczora pod rzeczoną hurtownię ma zajechać wyładowany skrzynkami z winem TIR. Wystarczy zerwać plomby i odchylić plandekę. Akcja miała być niepierwszą tego typu, chłopaki szli jak po swoje, ja się z nimi zabrałem do towarzystwa. Bo jak to mówią, wrażenia należy kolekcjonować.

Na akcję pojechaliśmy samochodem, którego pochodzenie także nie było z tych najbardziej legalnych, ale do tego jeszcze wrócę… Hurtownia ogrodzona była siatką, w siatce była dziura i pomocna skrzyneczka przy dziurze, która wskazywała, że droga po cudze była już wcześniej wykorzystywana. No to my hyc przez dziurę, zrywamy plomby, jeden włazi na pakę i wyciąga kartony. Pakujemy do bagażnika i w długą na squot. Szykuje się niezła popijawa, wszyscy się zleźli, każdy szklankę trzyma w dłoni. I co? I jajco. W kartonach, zamiast upragnionego wina, piękne pękate butelki luksusowej wody mineralnej Perrier… Trzeba było wziąć latarkę.

Skąd samochód? Otóż kilka dni wcześniej na squocie zameldował się dwóch dżentelmenów mówiących po polsku. Zajechali wielkim oplem omegą, którego gdzieś tam rąbnęli. Wyglądali jak Fred i Grucha i mieli ze sobą autostopowiczkę, która za możliwość noclegu na naszym squocie dawała im to, co młoda autostopowiczka może tylko dać dwóm polskim młodzieńcom. Nieważne. Opla trzeba było wszakże czasami zatankować.

Bang bang

Skąd wziąć benzynę? No chyba nie ze stacji, bo tam trzeba płacić. Padła propozycja wycieczki na pobliski szrot, by ze stojących tam wraków pościągać paliwo. Specjalną oczywiście rurką.

I na tę wycieczkę się zabrałem. I podczas gdy Fred i Grucha szukali paliwa, ja łaziłem po złomowisku. Tu sobie odczepiłem jakiś ładny znaczek, tam wlazłem do jakiegoś fajniejszego grata. I gdy właśnie w najlepsze bawiłem się kierownicą rozwalonego mini morrisa (kto by pomyślał, że ten model ma tyle miejsca w środku?) usłyszałem strzały.

A potem przebiegli koło mnie amatorzy kradzionej wachy. Wygramoliłem się czym prędzej i dawaj za nimi. A potem kolejne strzały. Coś tam brzęknęło, więc raczej na ostro. Jakoś dobiegliśmy do opla. Co się okazało?

Otóż panowie, niezrażeni brakiem paliwa na szrocie, weszli do hangaru, gdzie rozbierany były wraki, aby gwizdnąć do swojego bolidu jakieś fajne koła. Zobaczył to pilnujący interesu Murzyn. Uzbrojony. No i jak to uzbrojony Murzyn, zaczął w złodziei strzelać. Na szczęście niecelnie.

Wróciliśmy na squot bez benzyny w baku ale za to z pełnymi portkami.

Do następnego razu.

baner maksymalny rakeback