Poker Fever Doro

Pograne? Popite? Do postupek i barw dobrane? No i klawo. Zapraszam na podsumowanie Poker Fever II.

Zaczęło się bardzo powoli – a potem, jak przypierdzieliło, to mieliśmy naprawdę fever. Nie ma się co oszukiwać, klima w tym domu uciech karcianych jest niewydajna. Ja sam musiałem wyjść na zewnątrz, bo myślałem, że zjadę do boksu. No kurde. Żaden Czech mnie nie będzie rozbierał, jak padnę. Chyba, że któraś z kelnerek.

A jeśli już jesteśmy przy Czechach, to nic do nich nie mam. Do Czeszek, pięknych kobiet, tym bardziej. A że w pokera nie potrafią grać, to efekty sami widzicie. Tak więc zapraszam do Ołomuńca na każdy następny festiwal. Że Wam zapodają bad beata czy coolera, to się nie przejmujcie. Nie może być inaczej, skoro oglądają – jak mówi to Filip – 110% flopów. Często im siada – no big deal. Następny Fever skończymy z 7 Polakami na finałowym stole. Wrukwia to wszystko czasami, a czasami nawet bardziej. I nawet hranolky serwowane przez lokalną piękność, Kasię, nic w tym temacie nie zmienią.

Poker Fever Kasia
Gdzie patrzy AW?

W Poker Fever najbardziej lubię atmosferę. Ludzi lubię. Lubię, jak ktoś, kogo do tej pory nie znałem, mówi mi „siemson Doro”. Ci bardziej odważni dodają, „gruba świnio”. I love you all. Z faktami nie ma co dyskutować. W czasie całej relacji – 9 dni – miałem jeden przypadek, w którym ktoś potraktował mnie oschle lub lekceważąco. Życzę zdrowia, szczęścia i asa na river. W relacjach w redakcjach, mojej i zaprzyjaźnionej, ta osoba już nie wystąpi – prawdopodobnie na własne życzenie, więc gra i huczy.

Nie chcę mówić o sytuacjach marginalnych. Chcę mówić o festiwalowej normie. Poznałem Małgosię – matkę Polkę, dla której poker jest pasją. Poznałem Masakratora, „agresywnego internetowego gracza online – szwedzkiego drwala”. Z Ujcem jestem na cześć. Tylko do Obywatela nie miałem śmiałości. To taki z posrebrzaną brodą pan. Dla mnie legenda. Spiąłem się za bardzo i nie podszedłem. A chciałem, ale się zatrzymałem. To mnie odróżnia od nastolatek rzucających majtkami w Justina Biebera*. One nie mają żadnych zahamowań.

*Prawda jest taka, że moje majtki są wielkości koszulki i nie chodzi o kaliber działa, raczej o obudowę. Nie chciałby Pan tego widzieć, panie Grzegorzu. Następnym razem się odważę i po prostu zagadam.

Właściwie przez cały wyjazd zachowywałem się profesjonalnie. Mój mistrz, JD, mówił tak: „Doro, do 4 rano możesz wszystko”. I robiłem, co mogłem. Piłem, ale z głową. Dwa razy byłem nawet na śniadaniu, co oznaczało, że nie zastosowałem się do wytycznych. Ale nie było to śniadanie „na czterech”, tylko świadome napychanie się sadzonymi i bekonem. Raz nawet w towarzystwie mojego bezpośredniego przełożonego, który miał problem, bo zmroziła mu się Nutella. Cierpiał za miliony.

Jestem może nieobiektywny, ale było fajnie. Kolejny przystanek, już drugi z rzędu, no udał się Marcinowi. Może magia tego wydarzenia polega na tym, że integruje polską, pokerową scenę? Lepiej to zawsze usłyszeć „i co, berecie, dobrałeś na river?” niż „szcziasny Polak”. Nie mam pojęcia, jak pisze się to drugie, dlatego przytaczam zapis fonetyczny. Zresztą kto by się tym przejmował? W kraju, w którym na truskawkę mówi się jahoda, wszystko wolno.

Odnośnie Czechów. Nie potrafią grać w pokera. Za to są bardzo przyjaźni. Nawiązałem super relacje z floorami. Kelnerki i krupierki są domeną innych członków w naszym teamie. Gdybym ja miał taki aparat…(i gadane).

Przepraszam Trzcinka i Artura, których pomyliłem z kimś innym. Wiem, że to niegroźne „frappe”, ale still. Wierzę, że następnym razem obędzie się bez „aszybki”. Jako ciekawostkę powiem Wam, że taką samą sytuację miałem z Bigosem, ale w marcu. I teraz, mimo iż chłopak zmienił „stylówę”, mimo iż masakrowałem kilkakrotnie jego imię i pierdyliard razy pytałem się o to, jak mam go zapisywać w relacji – to błędu już nie popełniłem. Myślę, że nawet się polubiliśmy. Oczywiście mówię za siebie.

Wiem, że większość z Was czyta JD, bo On prowadzi relacje na Pokertexas od czasu zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, ale u Doro też nie było źle. Trochę inny flow. Trochę inne akcenty. Znacznie mniej cycków. Więcej pokera. Jack będzie zawsze „undisputed”, ale wierzę, że ja też kiedyś osiągnę poziom mistrzowski. Dziękuję za każdą odsłonę i polubienie.

Do zobaczenia już wkrótce… (o tym przeczytacie).

UDOSTĘPNIJ
Pasjonat pokera. Niestety do samej gry chyba nieuzdolniony (chociaż kiedyś szipnął The Hot 0,55 na ponad 7 tys. osób). Gdyby było inaczej, nie kisiłby się na mikrostawkach od - ho, ho, ho - lub jeszcze dłużej. Może to wina tego, że nie wie(dział), co to jest bankroll management. Uwielbia wszystko, co związane jest z lotnictwem oraz lubi czytać książki. Kocha ludzi i zawsze stara się w nich widzieć pozytywne strony.