Połowa stycznia już praktycznie za nami, czas płynie nieubłaganie. Zapewne noworoczny „hype” już z Was też lekko schodzi i zastanawiacie się, kiedy kolejne kilka dni wolnego. Niestety przyjdzie nam na to poczekać, ale zaraz! Zawodowi pokerzyści mogą przecież mieć tyle wolnego, ile dusza zapragnie (a w zasadzie ile bankroll wytrzyma). Niby tak, ale jednak nie do końca.

Pierwszy problem to oczywiście pułapka lenistwa, które czai się na każdej kanapie i w każdym pudełeczku z grą. Słodko rozlewa się po mentalnych Bahamach, ogrzewane błogim słoneczkiem. Wziąć wolny dzień jest bowiem łatwo, ale gdy nie zarabiasz, to de facto tracisz. Egzystencja nasza na tym łez padole darmowa bowiem nie jest. Rachunki same się nie opłacają, a jedzenie nie przychodzi ze sklepu radośnie do lodówki.

Drugi szkopuł to naturalnie regres, zarówno ten finansowy, wspomniany już wyżej, jak i mentalny. Nikt raczej strategiem lepszym w kartach się jeszcze nie stał kontemplując przepływające nad nim chmurki.

Biorąc dwa powyższe pod uwagę warto okazjonalnie zrobić sobie oczywiście jednak chwilę wytchnienia. Poker to obciążające psychicznie zajęcie, do którego dochodzi sporo stresu, gdy gramy i w ten sposób zarabiamy na życie. Aby od tego wszystkiego nie zwariować warto podjąć pewne kroki.

Spójrz na swoją sytuację z dystansu. Popatrz na tych wszystkich, których szef „jedzie” z góry na dół za byle niedociągnięcia, a czasem „dla zasady”. Jeśli nie wiesz o czym piszę, to zatrudnij się na chwilę na kasie w supermarkecie albo w jakiejś korporacji. Po tygodniu z uśmiechem wrócisz do stołu, doceniając to, co masz. Nawet urlop nie będzie potrzebny, żebyś nabrał ochoty na karty.

Kup coś fajnego za zarobione pieniądze. Fajnie jest je bowiem zarabiać, ale bez wydawania stają się one tylko cyferkami na koncie lub papierkami w szufladzie. Oczywiście posiadanie pieniędzy daje poczucie bezpieczeństwa, ale to wszystko. Posiadanie dla posiadania, czyli wiadomo, sztuka dla sztuki. Idź do sklepu i kup coś najbliższym i przede wszystkim sobie. Swoboda zakupów to fizyczna manifestacja wspomnianego poczucia finansowego bezpieczeństwa. Warto z niej korzystać, życie jest przecież jedno.

Zmień grę. Spróbuj innych stołów, nowego formatu. Ciekawym pomysłem jest też przejście na niższe lub nawet mikro stawki. Jeśli zżera Cię stres, to pograj trochę na pieniądze, które nie mają znaczenia. Często pokerzyści, którzy kochają grę stają się niewolnikami swojej miłości do kart. Grają pobudzeni, non stop, niczym pracoholicy. To niebezpieczne i na pewno nie zapewnia nam optymalnej formy przy stole. Zejdź na niskie limity i baw się. Wyszalej się niczym za młodych lat. Wrócisz do gry świeży i radosny.

Jedź na urlop z dala od komputera. Zmęczenie dopada człowieka wszędzie i zawsze, bez względu na to, co by robił w swoim życiu. Taka już nasza natura. Zadowoleni jesteśmy tylko przez pewien czas, potem szukamy odmiany. Twoje życie to coś więcej niż poker. Poszukaj więc samego siebie. Czym interesowałeś się kilka lat temu? Co pochłaniało Cię wtedy bez reszty? Czego zawsze chciałeś spróbować? Być może w całym ferworze fruwających po stole kart zapomniałeś o tym, ale teraz Cię na to stać. Potrzebujesz tylko czasu, a przecież czas i pieniądz to w zasadzie jedno i to samo. Hobby pozwoli Ci skutecznie odreagować pokerowe stresy.

Zwolnij. Wszystkie powyższe kroki sprowadzają się bowiem do tego, abyś odpoczął. Życie to nie sprint, masz przed sobą jeszcze wiele lat. Dawkuj wysiłki i swoje siły tak, aby nie stanąć pośrodku wyznaczonego dystansu. Twoja rodzina i dzieci liczą na Ciebie. Nie na to, że pobijesz kolejny rekord wygranych już jutro, ale że będziesz z nimi jak najdłużej, aby każdy dzień był Waszym wspólnym triumfem.

PS: artykuły z tej serii niekoniecznie nauczą Was czegokolwiek o strategii. Wręcz unikałbym ich jak ognia, jeśli chcecie osiągnąć w pokerze poziom wyższy niż „sofa player”. Mam nadzieję, że ułatwią jednak specyficzne życie pokerzysty / entuzjasty pokera.

Udanego weekendu, moi drodzy.

baner Maksymalny rakeback na PartyPoker!

ŹRÓDŁOWesker's Diary
UDOSTĘPNIJ
Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.