Andy Seth (gracz znany online jako BKiCe) to 27-letni pokerzysta pochodzący z amerykańskiego stanu Illinois. Ze względu na to, że niewiele jest zawodów, w których po podjęciu samych dobrych decyzji nadal można stracić tysiące dolarów magazyn The Guardian postanowił zadać mu kilka pytań o jego nietypową pracę.

– Jak zaczęła się Twoja kariera w pokerowym świecie?

Wszystko zaczęło się od transmisji w telewizji ESPN. Nadawali relację z festiwalu World Series of Poker gdzieś w okolicach roku 2000. Zafascynowało mnie to, bo zawsze chciałem dowiedzieć się na czym opierają swoje decyzje pokerzyści i dopiero mój przyjaciel Ben Lefew wyjaśnił mi wszystko w czasie studiów na Uniwersytecie Illinois. Ben był już wtedy doświadczonym graczem i wyjaśnił mi wszystko o co chciałem spytać. Zachęcał mnie do nauki gry i pomógł zaznajomić się z grami online.

– Zazwyczaj pytamy ludzi o to, jak wygląda typowy dzień ich życia. Czy możesz nam coś o tym opowiedzieć?

Poker ma to do siebie, że daje sporo wolności, którą bardzo cenię. Nie ma tu więc czegoś takiego jak typowy dzień. Dzisiaj gram na festiwalu, więc muszę się trzymać planu i harmonogramu gry. Jutro usiądę do gier cashowych. Te grywam natomiast zazwyczaj po 2 godziny i robię przerwę, łącznie 10 godzin dziennie. Jeśli nie mam ochoty, to robię sobie wolne, ale siadam do gry na godzinę. Wtedy kiedy jednak czuję, że mam dobrą formę potrafię siedzieć naprawdę długo przy jednym stole. Oprócz pokera zajmuję się też innymi biznesami.

– Jaki największy błąd popełniłeś jako pokerzysta w swoim życiu?

Jeśli o finanse chodzi, to grałem kiedyś heads up o bransoletkę World Series of Poker. To był turniej za 1500$ w roku 2009. Rywal chciał się ze mną podzielić, bo miałem więcej żetonów, ale ja byłem tak pewny siebie, że odmówiłem, a później przed jedno rozdanie przegrałem (miałem AQ a on AK), bo kolejną ręką był bad beat (ja z AJ a przeciwnik z A5). Gdybym nie był uparty zarobiłbym o 150 tysięcy dolarów więcej.

– Ile średnio zarabiasz przez rok grając w pokera?

Ciężko powiedzieć, bo wariancja wpływa ogromnie na wyniki, a warunki prane dla tej gry zmieniają się bardzo szybko. Kiedyś miałem lepiej, bo mogłem grać w USA przez sieć, a teraz muszę szukać innych możliwości. Gram w pokera od 12 lat i większość tego okresu jestem na plus. Dwa lata przyniosły mi siedmiocyfrowe profity, a raz byłem kilkaset tysięcy w przysłowiowe „plecy”.

– Czy w życiu zawodowego pokerzysty jest coś, o czym przeciętny człowiek może nie zdawać sobie sprawy?

Pokerowa swoboda to zarówno błogosławieństwo jak i przekleństwo graczy. Nie mam szefa, który mówi mi co mam robić i kiedy to robić, więc łatwo mogę się rozleniwić, a to prowadzi do finansowych problemów. Dodatkowo poker to indywidualna gra, więc często człowiek czuje się samotny. Drużynowy poker to w zasadzie mit. Jeśli ktoś chce zarabiać na grze, to musi cały czas się pilnować i utrzymywać dyscyplinę. Na stole popełnić można tysiące błędów, a to kosztuje. Trudno jest prowadzić tego typu „działalność”, ale o tym się raczej nie mówi, bo ludzie widzą najczęściej tylko ogromne wygrane. Życie pokerzysty ma jednak zarówno plusy jak i minusy.

baner Powerfest

ŹRÓDŁOTheGuardian.com
UDOSTĘPNIJ
Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.