Weekendowe oferty pokerroomów to coś, co wielu z nas spędza sen z powiek. Chciałoby się zagrać, a nie ma jak. Nie ma jak, bo weekendy spędzamy w gronie rodzinnym. Po całym tygodniu pracy w końcu należy się dzieciom i żonie nieco więcej zainteresowania z naszej strony. No ale każdy czasami potrzebuje kilku dni wytchnienia, nie?

A gdzie znajdziemy wytchnienie po pięciu dniach orki i zasuwania od rana do wieczora? Wytchnienie znajdziemy przy stolikach online, gdzie całymi godzinami możemy oddawać się ulubionej rozrywce i czasami przy okazji nawet wygrać nieco pieniędzy. Żeby jednak ten scenariusz miał szansę powodzenia, musimy zawczasu przygotować sobie grunt.

1. Wygoń rodzinę z domu

„Wygoń” to może zbyt brutalnie powiedziane, ale wiadomo o co chodzi. Musimy przygotować sobie plac zabaw, bez żadnych postronnych widzów. Bez wrzeszczących dzieci, bez marudzącej małżonki i tego typu rozpraszaczy. Jeżeli pociecha lub pociechy są stosunkowo małe, najlepiej w takim wypadku skorzystać z instytucji babci. Wysyłamy towarzystwo do babci i spokój. Dzieci się cieszą, babcia się cieszy – i to najważniejsze.

Jeżeli dzieci są większe, możemy kupić im bilet do kina czy po prostu dać trochę forsy, żeby same sobie znalazły ciekawe zajęcie na wieczór. Do kina możemy wysłać również żonę czy kogo tam w domu w charakterze partnera posiadamy. No ale to rozwiązanie na kilka godzin. Wrócą do domu w najgorszym momencie i nici z naszego relaksu. Najlepszą, chociaż najbardziej kosztowną opcją, będzie wysłanie rodziny na kilka dni jak najdalej się da. Kupujemy bilety, bukujemy hotel. Wszyscy szczęśliwi.

2. Przygotuj paliwo

Chata pusta, laptop przyjemnie mruczy, plan gry mniej więcej ustalony, turnieje czekają. Nie możemy jednak zapominać o tym, że należy zadbać nie tylko o spokój ducha, ale również o zabezpieczenie potrzeb cielesnych. Najlepszym rozwiązaniem będzie telefon do ulubionej jadłodajni – jakieś kurczaki, jakaś pizza – to się nadaje do jedzenia nawet na zimno, więc zapas możemy zrobić na cały weekend. Pamiętajmy również o napojach – skrzynka ulubionego piwa powinna wystarczyć.

Jak dobrze wiemy, czas internetowego turniejowca podzielony jest na 55-minutowe odcinki. Co 55 minut idziemy na papierosa, co 55 minut idziemy do toalety. Byłoby dobrze, żeby na każde 55 minut wystarczało nam jedno piwo. Po pierwsze, wytrzymamy z sikaniem do „za pięć pełnej godziny”, po drugie – nie nawalimy się zbytnio, co może mieć niedobry wpływ na naszą grę. Aha – kto pali, niech pamięta, że przez pięć minut przerwy możemy nie zdążyć wyskoczyć po fajki, lepiej więc zabezpieczyć większy zapas.

3. Wygoda i ergonomia

Mamy pusty dom, mamy co jeść, pić i palić – czas przygotować sobie wygodne stanowisko. Siedząc przy biurku przez wiele godzin możemy nabawić się silnego bólu pleców i ścierpnięcia tyłka. Warto więc skorzystać z nieobecności domowników i podpiąć się w salonie do telewizora. Laptop kładziemy wówczas gdziekolwiek a sami ładujemy się na wygodny fotel lub kanapę. Duży ekran nie męczy wzroku, ciało w pozycji półleżącej mniej się męczy. Kto lubi, może sobie puścić ulubioną muzyczkę.

4. Gramy!

Wszystko gotowe, można zaczynać. W co grać, panie premierze?

Oczywiście to zależy od wielkości naszego bankrolla i osobistych upodobań. Chodzi jednak przede wszystkim o zabawę, a gdzie jest najwięcej zabawy? Najwięcej zabawy jest w wielostolikowych turniejach.

Mamy dużo czasu, więc nie musimy grać żadnych turbosów. Osobiście polecam zacząć od czterech deepowych turków na kilka tysięcy graczy. Spokojnie można to ogarnąć, spokojnie można zrobić sobie przerwę nie obawiając się, że blindy nas zeżrą. Kto ma ADHD i nie znosi nawet sekundy bez akcji, może sobie dołożyć ze dwa stoły fastforward, ewentualnie jakieś spiny. Sześć stolików na dużym ekranie to dla większości średnio ogarniętych graczy idealna ilość.

5. Ciągle gramy..?

Jak zabawa to zabawa. Mamy te 100$ w rollu, nie będziemy przecież się wygłupiać z jakimiś dolarowymi turkami. Pamiętacie to uczucie, gdy wygraliście turniej za dolara? Może nie pamiętacie, bo nie wygraliście, ale ja, jak wygrałem, to pierwszą myślą, po zobaczeniu dodatkowych dwustu dolarów na koncie była konstatacja, że mogłem do cholery grać turniej za 10 dolarów… tak tak, tanie turki – niskie wygrane.

Oczywiście nie przeginajmy pały, ale przecież dobra zabawa musi kosztować. 100$ na weekend, biorąc pod uwagę koszt wysłania rodziny w diabły, to cena do przyjęcia. Tak więc może nie od razu za dychę, ale czemu nie za piątkę? W turniejach za 5$, jeżeli tylko zgromadzi się odpowiedni field, można wygrać i tysiąc dolarów. To już coś!

6. Już nie gramy

Statystyka jest nieubłagana. Turnieje MTT to potworna wariancja i w dużej mierze loteria. O tym, czy wygramy turniej, czy odpadniemy przed płatnymi miejscami, może zadecydować jeden coin flip. I zwykle tak się dzieje. I prawdopodobnie nasz pokerowy weekend skończy się całkowitą torbą. Najbardziej prawdopodobny scenariusz będzie wyglądał tak:

Po rozegraniu 10 turniejów (50$) i minimalnym skeszowaniu dwóch z nich, jesteśmy w plecy 40 dolarów. Pozostałe 60 krąży gdzieś po stolikach fastforward, bo po dziesiątym spinie z mnożnikiem x2 daliśmy sobie spokój z tym złodziejskim syfem. Dolary krążą a my w zasadzie break even.

Co w takim wypadku robi prawdziwy herbatnik? Kto gra grubo, wygrać musi. Otwieramy więc dwa stoliki NL50, wkupujemy się po 30$ i liczymy na podwojenie. Tak się dzieje na jednym stoliku, gdzie łapiemy jakiegoś flusha na river sprawdzając grube bety posiadacza seta z flopa. Na drugim stole oddajemy stack, wsuwając 5-bet all-in z damami i nadziewamy się na asy.

Znowu mamy 60 dolarów. Nie będziemy się z debilami tłuc, idziemy wyżej. Jeden stolik NL100. W trzecim rozdaniu na flopie T-high pakujemy all-in z AT i oczywiście przegrywamy z gościem, który trafił seta dziewiątek. I to by było tyle.

7. Wracamy do rzeczywistości

No to pograliśmy. Adrenalina wesoło skwierczy w bani, spać się chce, w pokoju syf, a w gębie kapeć od wypalonych fajek. Za kilka godzin wracają nasi milusińscy, więc musimy posprzątać pole bitwy. Ogarniamy więc syf (albo dzwonimy do zaprzyjaźnionej pani Tereski, która posprząta za 5 dych), zostawiamy otwarte okno, a sami wynosimy się z domu. Najlepiej na basen. A potem do sauny. A potem z powrotem do domu, powitać stęsknione dzieci i wkurwioną partnerkę. Ale warto było!

PS. Niniejszy tekst ma charakter wyłącznie krotochwilny i nie stanowi oferty handlowej w rozumieniu art. 66 §1 Kodeksu Cywilnego. Za skorzystanie z powyższych rad autor nie ponosi żadnej odpowiedzialności.

baner bonus 100% do 500$