Na dzisiaj mamy dla Was pierwszą część noworocznego materiału przygotowanego przez Nathana „BlackRain79” Williamsa, zwanego Królem Mikrostawek. Kanadyjczyk mieszkający w Tajlandii może się pochwalić najwyższym profitem osiągniętym kiedykolwiek przez kogokolwiek w grach na najniższych limitach. Komu więc wierzyć, jak nie jemu? Jak miażdżyć mikrostawki w roku 2018?

Co miłośnikom najniższym limitów radzi Williams? Można odnieść wrażenie, że niczego odkrywczego nie pisze. A z pewnością niczego, czego by nie napisał już wcześniej. Hmm… może to jest właśnie cały myk – gra na mikrostawkach nie jest dyscypliną wymagającą jakichś kosmicznych umiejętności i żeby miażdżyć te limity, trzeba tylko trzymać się pewnych założeń. I z tym trzymaniem największe są zazwyczaj kłopoty.

Ogólnie rzecz biorąc, cały sekret osiągania sukcesu na najniższych stawkach to DYSCYPLINA! Dyscyplina w zarządzaniu bankrollem, dyscyplina w selekcji stołów i dyscyplina w selekcji rąk. Tylko tyle i aż tyle.

Jak więc zostać królem mikrostawek w roku 2018?

1. Powrót do podstaw – ABC pokera

Pierwsza rzecz, jaką musimy porządnie ogarnąć, to prawidłowa strategia. Na szczęście w przypadku mikrostawek nie jest to nauka na miarę fizyki kwantowej. Temat do opanowania.

A żeby było śmieszniej, to największym problemem wśród graczy najniższych stawek może być właśnie przesadne myślenie i zbyt głębokie analizowanie. Heloł! Jesteśmy na mikrostawkach!

Widzimy więc zawodników mozolnie wprowadzających do gry teorię GTO (która jest użyteczna, gdy gramy przeciwko profesjonalistom na średnich i wysokich stawkach) w rozgrywkach pełnych bezmyślnych regów na stołach NL5. Tutaj to nie działa.

Możemy też spotkać napaleńców, którzy próbują blefować ile wlezie albo slow playować swoje dobre ręce, oczywiście w celu „zbalansowania swojego zakresu”. Litości… przeciwko komu tu balansować zakresy, jeżeli każdy przy stole gapi się tylko na swoje własne karty? Takie manewry to możemy stosować przeciwko prosom na najwyższych stawkach, a nie w akwarium pełnym nie dość, że małych, to jeszcze ślepych na jedni oko rybek.

Fancy Play Syndrome

Jest nawet nazwa na to, co się z grubsza dzieje przy wszystkich stolikach na najniższych stawkach – to FPS (fancy play syndrome). Innymi słowy, Syndrom Fantazyjnej Gry. Wszyscy dotknięci tym schorzeniem, aspirujący do bycia poważnymi wygrywającymi graczami, są po prostu na swoich rywali zbyt przeintelektualizowani. Myślą zbyt wiele, zbyt wiele analizują – i co z tego? 90% ich rywali nawet tego nie zauważy.

A Wy ciągle będziecie się się zastanawiać, dlaczego nie idzie tak, jak powinno, skoro gracie jak bogowie pokera. W rzeczywistości, żeby wygrywać na mikrostawkach, nie trzeba być bogiem. Tu trzeba być solidnym rzemieślnikiem.

Jakie narzędzia powinny znaleźć się w naszej podręcznej skrzyneczce? Nasz zestaw powinien nazywać się ABC pokera i zawierać klucze z serii „tight aggressive”. A konkretnie:

– standardowa selekcja rąk preflop, rozgrywanych tight i agresywnie, ze zwróceniem uwagi na pozycję przy stole;
– gdy mamy silną rękę (overparę, top parę) betujemy mocno i często;
– gdy mamy rękę przeciętną (średnią parę, draw), kontrolujemy pulę i zwykle próbujemy tanio dotrwać do showdownu;
– gdy mamy rękę kiepską (A-high albo zupełne nic), czekamy i foldujemy do betu.

Oczywiście to nie wszystko, żeby naprawdę miażdżyć mikrostawki, ale tak wygląda ogólne założenie. Dosyć to proste, nie?

Na tyle proste, że wielu graczy nie osiągnie swoich pokerowych założeń na rok 2018, gdyż nie będzie im się chciało uwierzyć, że to może być aż tak łatwe. Uwierzcie, nie ma niczego magicznego w wygrywaniu na najniższych limitach. Drukowanie pieniędzy na najniższych stawkach jest z gruntu rzeczy nudną mordęgą i wymaga dużej dyscypliny.

Na koniec wykres. Wykres gracza, który stosując się do wyżej wspomnianych założeń dosyć prędko wskoczył w gier NL2 na NL50. Jak tego dokonał? Ciężką i żmudną, ale zupełnie niefantazyjną pracą przy stolikach. Czego i Wam wszystkim życzę.

W części drugiej co nieco o mindsecie.

baner Maksymalny rakeback na PartyPoker!