Wpłaciłeś 500$ na pokerowy room i zacząłeś grać w pokera. Uczysz się, ciężko pracujesz przy stołach i odpowiednio zarządzasz bankrollem, dzięki czemu rozbudowałeś go do 5000$. W turniejach MTT przyjąłeś strategię posiadania przynajmniej 200 razy tyle w rollu, ile wynosi buy-in. To znaczy, że teraz grywasz eventy MTT za 20$ i czasem próbujesz swych sił w evenatch za 50$, kiedy field nie jest tam duży (mniejsza wariancja) lub nadarza się jakaś opłacalna okazja.

W lokalnym kasynie turniejów na Twoją kieszeń jest mało, więc raczej tam nie chodzisz, ale pewnego dnia odstajesz informację o evencie za 480$, w którym zdobyć można 10.000 dolarów. Brzmi zachęcająco, ale mocno wykracza to poza możliwości Twojego bankrollu, więc masz dylemat.

Kolejnego dnia znowu przeglądasz lokalną ofertę i dowiadujesz się o satelitach do wspomnianego eventu za jedyne 50$. Satelita to turniej za mniejszą kwotę, w którym zazwyczaj wygrać można bilety do droższego turnieju. Okazuje się, że field nie jest tu duży i jeden na 12 zawodników zdobędzie miejsce w main evencie. Grałeś już kiedyś MTT za 50$ i gra na żywo powinna być łatwiejsza niż online. Czy powinieneś spróbować?

 

Jakie są zalety satelit?

Dla pokerzystów z niższych stawek satelity są atrakcyjne, ponieważ oferują im udział w dużych eventach za ułamek ceny. To niestety trochę jak obietnice średniowiecznych alchemików obiecujących zamienić kamienie w złoto. Satelity bardzo ładnie zwodzą graczy co do tego, ile tak naprawdę zapłacić trzeba za udział i jeśli poważnie podchodzisz do swoich pieniędzy, to musisz uważać na takie pułapki.

Wpisując się do satelity nie wchodzisz bowiem automatycznie do docelowego eventu, tylko płacisz za szansę wygrania w nim miejsca. W powyższym przykładzie Main Event dostępny jest bezpośrednio za 480$. Jest też opcja nieco losowa i tańsza „1 z 12” za 50$. Szybkie mnożenie (50$ x 12) pokazuje jednak, że płacimy satelitami za rzeczony main event aż 600$. Wykracza to poza Twój bankroll i kosztuje więcej niż wkupienie się od razu.

Różnica wynika z 25 procentowego rake’u płaconego w satelitach. Ten rake to oczywiście opłata za organizację eventu. Zazwyczaj wynosi on od 2 do 10 procent i zabierany jest z gry, ale w turniejach płacimy go od razu na początku.

W rzeczywistości oczywiście Twoje szanse na wygranie biletu są zapewne większe niż 1 do 12. Jeśli jesteś lepszy niż przeciętny zawodnik z Twojego regionu, to pewnie wygrasz co ósmy event. Po obliczeniach okaże się, że teraz Main Event możesz zaliczyć za średnio 400$. Taniej dzięki satelicie, ale nadal powyżej założeń bankrollu.

Houston, mamy problem, czyli dylemat z satelitami

Problem z satelitami polega na tym, że nie wygrywasz w nich pieniędzy, tylko bilety o mniejszej wartości niż jego cena. Skąd wiadomo, że bilet ten nie jest wart tyle w gotówce ile wynosi opłata? Ano stąd, że masz przecież 480$ w bankrollu, ale nie chcesz wydać tych pieniędzy na wpisowe.

Wygranie 480$ w satelicie nie oznacza, że nagle wpisanie się do danego eventu staje się dobrym pomysłem (choć biletu nie powinniśmy marnować). O wiele lepiej byłoby wygrać te same pieniądze w normalnym turnieju pokerowym i dodać je do konta. Czasem bilet można komuś wprawdzie przekazać albo sprzedać, ale nie zawsze jest to możliwe.

Jeśli zamierzasz zagrać w jakimś turnieju, to lepiej, abyś sam się do niego wkupił. Zobaczysz wtedy od razu realny koszt tej gry. Tak to powinno wyglądać. Wpisowe, wygrana, wypłata.

Czas to pieniądz

Każdy turniej wymaga czasu i energii. Jeśli stać Cię na dany event, to wkup się normalnie, nawet jeśli w satelicie wyszłoby Cię taniej. To trochę jak z remontami w domu. Niby możesz zrobić je sam, ale od czegoś są jednak fachowcy. Twój czas też ma swoją cenę. Zamiast marnować go na eventy satelity MTT za 50$, graj w większych turniejach, gdzie na godzinę zarabiać możesz więcej.

Satelity nie drukują pieniędzy i biletów dla graczy. To takie same turnieje jak wszystkie inne, tylko struktura wypłat jest specyficzna. Jeśli koniecznie chcesz zagrać event poza Twoim finansowym zasięgiem, to spróbuj satelit, ale nie okłamuj sam siebie, że to dobra decyzja.

ŹRÓDŁOpokernews.com
Wesker
Nauczyciel, tłumacz, dziennikarz, mąż, świeżo upieczony ojciec i amator pokera. W wolnej chwili lubię powędrować korytarzami tworzonymi w wyobraźni Stephena Kinga. Nie pogardzę także dobrą grą jeśli dać mi jakiegoś pada w ręce. Muzycznie zatrzymany w latach 90-tych.